tytuł

środa, 30 stycznia 2013

#5 My sisters


,,Rodzeństwo może sprzeczać się między sobą,
lecz nigdy nie dopuści do głosu obcego. ''









Posiadanie rodzeństwa to naprawdę wielka frajda i radość. Mimo wielu różnic, czy sposobu myślenia, jesteśmy razem a brak którejkolwiek to dziwna pustka. Da się ją znieść, jakiś czas, ale na dłuższą metę staje się to naprawdę przerażające. Przypominają mi się wakacje, kiedy wraz z K. byłyśmy na obozie, a najmłodsza M. była na jednym (wyjechała wcześniej od nas) a potem wróciła podczas naszej nieobecności i pojechała na następny. Nie widziałyśmy się prawie miesiąc! Było spokojniej bez tej małej, nie powiem (śmiech) ale uważam, że świadomość pewnego rodzaju samotności, małej pustki była dosyć przygnębiająca. 
Ile razy one mnie denerwują, krzyczymy na siebie, kłócimy się, że żadna nic nie robi- to nic nie znaczy, gdy po takich chwilach następują te lepsze, pełne śmiechu, wygłupów i zabawy. K. nadawałaby się do kabaretu, rozśmiesza swoim zachowaniem najbliższą rodzinę mimo iż ma 13 lat. 
Razem tworzymy pewną całość. Bo co trzy, to nie dwie lub jedna, prawda? 
Sądzę, że w obliczu zagrożenia, czy kłopotu zawsze jedna stanęłaby w obronie drugiej. Jako iż jestem najstarsza czuję się za nie odpowiedzialna. Wiem, że gdyby coś im się stało, lub działo się niedobrego, rzuciłabym się jak lwica.

Chciałabym napomknąć o osobach, które nie mają rodzeństwa, lub którym nie układa się dobrze z siostrą/ami czy bratem/braćmi.

Nie masz rodzeństwa? Nie wiesz do końca jak to jest, nazywasz bratem/siostrą najlepszego przyjaciela/przyjaciółkę, psa, czy kota. Nie chcesz mieć rodzeństwa, bo może jesteś już bardzo rozpieszczony lub rozkaprysiony a może sądzisz że go nie potrzebujesz? Rozumiem. Są i tacy, którzy wiele by dali za rodzeństwo i wierz mi, jest to wielka frajda z jego posiadania!

Denerwują mnie ludzie z jak to nazywam ,,syndromem jedynaka''. Nazywam tak ludzi, którzy nie mają rodzeństwa, są wielce rozpieszczeni i chcą by cała uwaga była skierowana na nich, na to co robią, mówią, jak się zachowują. Jest to dosyć denerwujący typ ludzi. To wszystko wypływa z domu, w którym są oni pod stałym ,,nadzorem'' wręcz, okiem rodziców, którzy traktują swoje jedyne dziecko jak największy skarb (z przesadą wręcz). Nie sądzę jednak (broń Boże!) że każdy, kto nie ma rodzeństwa ma owy syndrom. Skądże znowu ! Zawsze są wyjątki i osobiście znam takich.

Moja skromna opinia to taka, że warto mieć rodzeństwo. Sprawia mi to naprawdę wiele przyjemności. Opiszę wam może kiedyś kilka absurdalnych wręcz historyjek z życia mojego i moich sióstr, ale dziś wystarczy tyle. 



poniedziałek, 28 stycznia 2013

#4 Are you waiting for love?


Masz czasem wrażenie, że na coś czekasz? Na jakąkolwiek zmianę, małe być może zniekształcenie, przypadek, ulotną chwilę. Ostatnio ja dochodzę do takiej myśli, że mała, wewnętrzna część mnie czeka na coś, lub na kogoś. Nie mogę tego dokładnie określić, nie mam pojęcia jak- opisuję uczucie. Ciągnie ono do nieokreślonego czegoś, lecz co zrobi, gdy to dostanie?
 I co to jest to ,,coś’’, ta nieokreślona przez mój mózg materia ?
Może i piszę bez sensu, bez ogólnie przyjętego ładu i składu, jednak mało mnie to obchodzi. Uważam, że przynajmniej  w małym stopniu mogę liczyć na wolność słowa- w tym przypadku może i mojej uwalniającej się do internetu głupoty.
Może to tylko przejściowe stadium jakiejś choroby, która każe mi podświadomie myśleć,
 że na kogoś czekam?
Może tą chorobą jest durna miłość, a to nieokreślone coś, na co czekam to on?

niedziela, 27 stycznia 2013

#3 Wojny.

"Wojna może rozpocząć się na twój rozkaz,
ale nie skończy się wtedy, gdy będziesz tego chciał."

Wojny wciąż trwają. Czy to między narodami, grupami osób, czy samymi ludźmi, między określonymi jednostkami. Co jest najważniejsze w wojnie? Samo zaangażowanie, siła, mierzenie się z przeciwnościami na takowej wojnie- to są ważne rzeczy.
Na pewno jest ich jeszcze wiele, jednak jestem na tyle niedoświadczona w tym temacie,
że nie wiem co i jak.
Osoby, które się szczerze kochają prowadzą takie wojny co pewien czas. Są to czasami wojny chwilowe, trwające nie godną do zapamiętania chwilę czasu, która odchodzi tak szybko jak się zjawiła. Co jeśli są to wojny wieloletnie? Co zrobić wtedy, gdy te zmagania powtarzają się, przybierając tyle na sile? Poddać się? Walczyć do końca?

Smutne jest, że gdy jedno się stara- drugie jest obojętne, wręcz pcha wszystko w tą ,,złą'' stronę, która może wszystko zniszczyć. Owija sobie wokół palca, by brać z tego same korzyści dla siebie.
Czy to ma sens?

Nadchodzi jednak czas, gdy ma się dosyć. Dosyć wojen i wszystkiego co z nimi związane. Dosyć wychodzenia na osobę, którą się nie jest i nigdy nie było.
Postanawia się zakończyć długotrwałą wojnę, by policzyć rannych, ujrzeć skutki i zacząć żyć inaczej, bez tych wszystkich, dołujących doświadczeń.

Jak reaguje na to druga osoba, która przez większość czasu miała kontrolę? Myśląc, że każdą wojnę wygrywa na swoich warunkach, nie spodziewa się obrotu spraw w zupełnie innym, zaskakującym kierunku.
Co teraz zrobi?

Wie, że wojna jest skończona. Lecz teraz nie chce się poddać. Teraz chce walczyć, jak nie zrobiono tego wcześniej. Lecz jest za późno. O wiele za późno. Za późno o kilka lat, za późno o wiele nerwów i stresu.


Wszyscy wiemy, jaka duma i radość przepełnia osobę, która wygrywa wojnę, mimo wszelkich skutków.
Lecz nie w tym przypadku.

sobota, 26 stycznia 2013

#2 100dniówka


-To jak? 100 dni do matury, czy 455?- pytała się jego mama.
On z pewnością siebie odpowiadał, że 100, dla niego ta wersja jest odpowiedniejsza. Również myślę, 
że wolałabym na jego miejscu pierwszą opcję.
Kameralnie i nastrojowo. Wesoło i zabawnie - w skrócie o nastroju 100dniówki.

Nie jestem jeszcze w klasie maturalnej, dlatego odczuwałam swoistego rodzaju lęk i obawy, przed salą wypełnioną ludźmi starszymi ode mnie. Zdarza się, że nie boję się przecież wejść w tłum- to normalne, jednak jeżeli mam iść na imprezę, gdzie mam świadomość, że będą osoby starsze ode mnie o 2, lub 3 lata, odczuwam niepokój. W tym przypadku tak było, ale pierwsze koty były za płotami, gdy poznałam E. Bardzo ciekawa osoba, wesoła. Smakowałyśmy Malibu z mlekiem, gdy nasze osoby towarzyszące udawały się razem na dwór :).
Nie będę pamiętała ze Jego studniówki nic złego. Bawiłam się naprawdę dobrze, poza moim małym incydentem na wejściu (heh), do którego wolę nie wracać bo wstyd .Uważam, że studniówki mają ten swój klimat i każdy na niej powinien się dobrze bawić, mimo wszystko. Mam świadomość, że bywa w życiu różnie, jednak warto przeżyć bal maturalny bawiąc się wśród znajomych i ewentualnych osób towarzyszących. Piszę o tym, bo jestem ciekawa, jak będzie wyglądać mój bal, w co się ubiorę, jak będzie wyglądała sala i ile będziemy mieć alkoholu. Może i wybiegam za bardzo w przyszłość, może i nie powinnam tego robić, może po prostu staram się nie myśleć o przeszłości jak to mam w zwyczaju, może?

Ze względu, iż wczoraj był bal maturalny, mam nadzieję, że wszyscy maturzyści dobrze się bawili i z optymizmem podejdą do egzaminu dorosłości już za niecałe 100 dni.



Pozdrawiam. :)

piątek, 25 stycznia 2013

#1 Bez rozmachu.

W uszach Asking Alexandria (już wiesz, czego chętnie słucham), jej ostre rytmy czasem sprawiają, że uszy zaczynają boleć. Słuchanie takiej muzyki sprawia, że ta cała energia nakręca, ze mnie uwalniają się wtedy wszelkie negatywne emocje, które w sobie tłumię. Sprawia, że na dobrą sprawę, na chwilę czuję się lepiej.
Dlaczego blogspot? Bo wszyscy go mają (śmiech). A tak na serio i bez żartów, zaczynałam wiele blogów. Lata wstecz, było ich około 4-5, dokładnie nie wiem, pamięć jak zwykle mnie zwodzi. Mam nadzieję, że większość pousuwałam. Były dziecinne, pisane raczej w sposób dziwny i trudny teraz do zrozumienia.
 Byłam młodsza, myślałam, że jestem mądra,
bystra i nie wiadomo jaka-nie polecam więc ich w ewentualności szukać.
Uprzedzając pytanie- dlaczego Taranelka? Jest to mała tajemnica, którą jednakże znają wybrańcy.


Ostatnio wiele się dzieje, najgorsze jest to, że niekoniecznie po mojej myśli. 
Cieszcie się tym co macie ;)



Tymczasem idę, przygotować się, by stać koło jednej z ważnych mi osób i dotrzymać mu towarzystwa na jego studniówce.