tytuł

niedziela, 12 stycznia 2014

#52 Cats in my life ;3

Zrobiłam dziś interesujące zdjęcia jednego z moich kotów, ale pochwalę się nimi na samym końcu.
Jeżeli już pomyślałam o tych zdjęciach, by się nimi z Wami podzielić,
przyszła mi na myśl notka o kotach w moim domu.

Nie wszyscy lubią koty i nie jest to żadna nowość. Niektórzy nie lubią ich, bo po prostu nie lubią,
 inni są uczuleni a jeszcze inni po prostu się ich boją. Osoby przesadnie religijne uważają,
że to dzieło szatana a jeszcze inni uważają, że niektórzy je jedzą ;3

W mojej rodzinie nie uważa się w żaden wymieniony wyżej sposób, spokojnie. 

Moja mama wychowała się na wsi, w gospodarstwie, gdzie zawsze było pełno roboty. Wyrosła na pracowitą i kochaną matkę oraz kobietę. Opowiada nam czasami, jak to było pełno kotów, które spały w stodole i zawsze wiedziały kiedy przyjść, gdy dojono krowy, ponieważ dostawały ciepłe mleko. Koty miały zakaz wejścia do domu, jednak gdy tylko dziadek (świętej pamięci; a mój pradziadek) robił np. kolacje wołał je i karmił. Gdy moi rodzice mieszkali już razem i ja byłam bardzo malutka, mieliśmy kota. Czarnego lub czarno-białego kocura, który uwielbiał chodzić po drzwiach i spacerować po parapecie na 7 piętrze, na którym mieszkaliśmy. Niestety, lubił też spać w moim łóżeczku, dlatego z obawy, że kiedyś mi coś zrobi (a było to wredne kocisko) rodzice wywieźli go na wieś. Niestety, nie potrafił się tam zaaklimatyzować,
więc wkrótce po tym- uciekł.

Moja przygoda z kotami zaczęła się więc, gdy praktycznie przyszłam na świat ;3

Mieszkając w Głogowie, przygarnęliśmy pierwszą przybłędę, Kodę.




W wyniku tego, iż po przeprowadzce nie wysterylizowaliśmy jej od razu, mieliśmy podajże z 3/4 mioty.

W jednym miocie były trzy kociaki, jednak został jeden (reszta znalazła nowe domy).

Nazwaliśmy go Misiek (zdjęcie po prawej).
Pech chciał, że któregoś dnia po prostu wyszedł
 i nie wrócił. Taki urok wszędzie łażących kocurów.

W innym znów miocie znów oddaliśmy kocięta i został Burek :)




Jest do teraz kilkuletni, dobrze zbudowany Pan naszej ulicy :)

Któregoś dnia Kasia z Magdą poszły na spacer. Wróciły w trzy.








Jest to kotka, która z wszystkich kotów  w domu miauczy najciszej ;3

Najśmieszniejsza sytuacja była z ostatnią kotką.
Moja mama od zawsze chciała mieć czarnego kota.
Więc gdy zobaczyła tą niedobrą małpę na naszym terenie, po prostu wzięła ją do domu :)






Jest okropna ! Sama otwiera drzwi a wiecie co wykombinowała kilka mies temu?
Zostawiam Wam do oceny jej nowy sposób wchodzenia do domu, gdy drzwi są zamknięte:






:)

1 komentarz:

  1. Piękne koty !!! Ja mam też te swoje rozrabiaki :)
    Przedostatni kot to jak reinkarnacja mojej Ameneko... Mamy Nemui'a o którym chyba dodawałam wpis :)

    OdpowiedzUsuń