tytuł

czwartek, 31 lipca 2014

#60 Imprezy towarzyszące; MARZEC- KWIECIEŃ

,,Udawanie i tworzenie pozorów to gra bez sensu, bo w jej fałszu zwykle toną i ten, który ją tworzy, i ci,
do których jest skierowana."
Beata Pawlikowska

Fałsz to okropna sprawa.

Nie popieram, ale sama nie jestem niewinna i nie chcę tego ukrywać.
Jestem tylko człowiekiem popełniającym z dnia na dzień te same błędy.


Ale na rachunek sumienia jeszcze przyjdzie czas ;) Nadrabiam zaległości !
Ostatnim postem przybliżyłam Wam moje doświadczenia z prawem jazdy.
Kurs nie zajmował jednak mi całych dni. Normalnością była szkoła, nauka i spędzanie czasu z innymi, ale i nowe doświadczenia :)

Należę do Młodzieżowej Rady Miasta Głogowa. Poprzez wiele akcji próbujemy zmienić byt głogowskiej młodzieży, wychodząc naprzeciw jej problemom. Taką tradycją MRMG jest organizacja ,,Żakinady". Żakinada jest imprezą dla głogowskich szkół średnich
(również jednak i gimnazjów), która polega na przygotowaniu przez każdą szkołą skeczu/występu itp. na dany temat, który wybierany jest przez losowanie.
W tym roku, 20 marca szkoły zaprezentowały ,,Szkolne lektury,
czyli przygotowanie do matury".


Po co o tym piszę?
Ano po to, że miałam niemałą przyjemność prowadzić tą uroczystość wraz z przyjacielem .
Co w tym dalej takiego interesującego?

Mam w tym jakiś cel.

Przeczytałam kiedyś, że prawdziwe marzenia to te, które się nigdy nie spełnią. Jestem tylko człowiekiem, więc akurat te słowa utkwiły gdzieś głęboko w mojej głowie.
Utkwiły na tyle mocno, że śmiało dziś mówię- sorry, ale nie mam marzeń.
W tym momencie ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę.
Ale taka jest prawda. Jestem zdania, że wszystko się ,,da". I wszystko też zależy :)
W skrócie, nie mam marzeń mam zachcianki i takie pragnienia.

Jednym z owych pragnień było prowadzenie jakiejś uroczystości.

I ,,Żakinada" była tą uroczystością.
Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczyło. Stać przed tymi ludźmi, młodzieżą, opiekunami i czytać z kartki- zapowiedzi uczestników. Chciałam coś sobie udowodnić. Że dam radę, nie zje mnie stres, że sprawi mi to frajdę, przyjemność...
Na początku nie potrafiłam się zdecydować... Zgodzić się, nie zgodzić...
Przeważyło zdanie w mojej głowie- raz się żyje kurde !

I poszło. :)



MRMG to młodzi ludzie z pasją.
Żyjemy gdzie żyjemy. Nasze miasto nie jest idealne, ale wciąż próbujemy, dążymy do celów, ku dezaprobacie władz czy mediów. Ale ważne to się nie poddawać.
Na jednym ze spotkań rozmawialiśmy, po co w ogóle chodzimy na radę.
To mała rodzina. Może i nie widujemy się często po spotkaniach,
nie spędzamy każdej wolnej chwili razem,
ale na spotkaniach rady każdy wie, że jest jej członkiem, radnym, jest częścią. :)


* * *

3 kwietnia 2014r. 
Dzięki wsparciu, zaufaniu, ciężkiej pracy, poświęceniu czasu samorząd uczniowski
(czyt. uczniowie naszego LO) stworzył .... a zresztą, po co komentować, skoro można obejrzeć? :)



Jestem dumna. Z siebie i z wszystkich ludzi, którzy pracowali nad naszym filmikiem.
Wygląda niewinnie, ale od kuchni była to masa pracy, dogadywania się, umawiania, kombinacji....

Filmik zyskał swoich wielbicieli, pochwały jak i negatywne opinie, co zresztą jest naturalną sprawą.

,,O nie, znów happy, wszystkie szkoły do tego nagrywają (...)" - parafrazując wypowiedź.
I co z tego, że kilka szkół w powiecie nagrało do tej piosenki swoje filmiki?
Czy były identyczne?
NIE! 

I to było piękne.Piosenka jest świetna, mega optymistyczna i aż prosi się o własną interpretację.
My pokazaliśmy naszą szkołę najlepiej jak umieliśmy i jakie mieliśmy możliwości.
W sumie, gimnazjaliści i tak wybiorą sami.

Filmik był mega zabawą i świetnym doświadczeniem.
Mam nadzieję, że chociaż trochę zyskałam w oczach ludzi, za moje zaangażowanie i chęci.

Dlaczego to dla mnie ważne?

Bo poczułam się w obowiązku do zrobienia tego filmiku. Pomyślałam, że to jest coś, co muszę, taka wiśnia na torciku mojej kadencji, coś po mnie zostanie... I udało mi się !  :)

* * *




Tu mega krótko, mianowicie 11 kwietnia mieliśmy klasową wycieczkę do Wrocławia.



(z Patrykiem) 


(z Palichą bez twarzy ;*)

Z względu na małe (wciąż) problemy techniczne z moim laptopem, który jest skarbnicą moich zdjęć, proszę o wybaczenie, że tak ich mało.

Zwiedzaliśmy polibudę, przechodziliśmy obok UWr

I taka myśl... chcę tu studiować?

Gdybym zaczęła notkę o moim rozmyślaniu o przyszłości, to albo była by naprawdę długa, albo po prostu zakończona w pół-zdania, ponieważ przerwałby ją płacz.

Pewnych lęków nie da się wytłumaczyć, moim jest przyszłość.
Nie mam nawet ,,zarysu", planu, co po ko le i   w tym życiu zrobić.
A ta świadomość dołuje.

Lubię słuchać ludzi, którzy mówią, no tu to, tu tamto, tam studia no a później jakaś praca, zobaczymy... Niby ogólniki, ale kierunek już ogarnięty, wiedzą czego chcą.

A ja wiecznie niezdecydowana, nieogarnięta. Został mi tylko uśmiech,
ale kto mi da za to pracę?

Wracając (bo jak zwykle w głowie mam tysiąc myśli) Wrocław to piękne miasto.
Kojarzę je z studentami, wiecznym gwarem, ruchem, płynnością... Zero nudy, wciąż na chodzie.
Chyba bym tu pasowała. Widzę się tu, idącą chodnikiem z wielką torebką, wpatrzona w telefon komórkowy z kawą w ręku, po chwili biegnącą na tramwaj, jak zwykle spóźniona.
Potrąciłabym kogoś przez roztargnienie, przepraszając uśmiechem, biegnąc...

Co zrobisz? Nic nie zrobisz.

Zostaje mi tylko czekać i patrzeć. Patrzeć i przede wszystkim widzieć, co dzieje się wokół mnie.

Samą wycieczkę wspominam bardzo pozytywnie :)
Uwielbiam nasze klasowe wycieczki! Dużo chodzenia, dużo śmiechu.
Na pewno wiem, że politechnika nie jest dla mnie :)




Aston Martin w miejscu, gdzie znajdują się seminaria duchowne. Przypadek ?



* * *


24 kwietnia naszą szkołę pożegnali maturzyści. Przed nimi najdłuższe wakacje. Nadrabiam zaległości, także oni już poznali wyniki swoich matur. Pamiętam ten dzień, te wszystkie przekleństwa,
które były wykrzykiwane w euforii radości !
Ale znów odbiegam ! Chodzi mi o dzień, w którym nasza szkoła była obecna na zakończeniu roku klas 3-cich. I pomyśleć, że niedługo i ja będę wychodzić po świadectwo na scenę, wraz z całą moją klasą...
Jestem sentymentalna. W sumie, zależy, ale szybko przywiązuję się do ludzi.
I chociaż sentyment do klasy z podstawówki był, tak jak i do gimnazjum, wiem, że liceum to czas kiedy najbardziej się zmieniłam. Dlatego chyba będzie ciężko.
Wiele o tym myślałam. Ja na ich miejscu, równo za rok.
Myślałam o tym, bo musiałam wczuć się w ich sytuację. Dlaczego? Ponieważ jako przewodnicząca szkoły jak i reprezentant 1-wszo i 2-go klasistów naszego liceum, żegnałam ich.
Musiałam napisać ,,przemowę".

Przytoczyłabym Wam parę zdań, ale przemowa jest na innym laptopie.

W każdym razie, pisałam od serca. Mimo, iż nie znałam wiele osób z klas maturalnych, wyobraziłam sobie, że mówię tylko do tych, których kojarzę i że mówię to, co chciałabym usłyszeć.

Miłe były słowa, że zakręciła się łezka, lub pytania z której strony ściągnęłam to przemówienie ;)

Myśl, że czas tak szybko leci jest czasami nie do zniesienia.
A jak bardzo prawdziwa.


Nadrabianie zaległości ciąg dalszy...

poniedziałek, 28 lipca 2014

#59 Okres LUTY-KWIECIEŃ; Prawo jazdy

,,Zatrzymaj się. Nie musisz wiecznie zabiegać
o przychylność ludzi dookoła.''
Beata Pawlikowska

Zakup ,,Kalendarza 2014 Rok Dobrych Myśli" Beaty Pawlikowskiej był jednym z najlepszych w moim życiu. Przyjaciele wiedzą, że uwielbiam cytaty, złote myśli, różnego rodzaju sentencje, ponieważ podziwiam sposób, w jaki jest w nich zawarte drugie dno, święta prawda, coś co mnie ,,zauroczy".

 Powyższy tekst jest taką myślą Pani Beaty z dna 17 lutego 2014r.
I od tej daty chciałabym rozpocząć post ;)

17 lutego odbył się mój pierwszy wykład w związku z rozpoczęciem
 kursu na prawo jazdy.

Ogółem kurs rozpoczęłam pod wpływem impulsu. Znajomy szedł się zapisywać i w sumie uznałam, że równie dobrze mogę pójść zapisać się z nim. On miał urodziny w maju, ja w kwietniu, także nawet był to dobry czas. Tylko, że mi się nie śpieszyło. Czułam lęk i niepokój na myśl o prowadzeniu samochodu, włączaniu się w ruch drogowy, egzaminach... Ale impuls przejął inicjatywę, powiedziałam sobie, żeby iść, co mi szkodzi? Myśląc o tym teraz wiem, że moją głowę zapełniały same głupoty.

23 lutego o 9:00 miała miejsce moja pierwsza jazda L-ką.

To był jeden z najbardziej stresujących dni. Umówiłam się z instruktorem w wyznaczonym miejscu, niedaleko mojego domu. Idąc tam, byłam poddenerwowana ale i podekscytowana. Wyobrażałam sobie jak to będzie, z moją jazdą, z rozmowami, jaki instruktor, czy dobrze wybrałam... Czekając na L był tylko stres ;) Mijały minuty a ja czekałam z myślą: ,,A może ja pomyliłam godzinę?" ; ,,Może zapomniał?"; ,,Jezujezujezu"

Śmieję się gdy to piszę. Jaka ja byłam głupia! Uważam jednak, że taki strach jest uzasadniony. Strach przed nieznanym. Pierwsza jazda minęła w spokojnej, miłej atmosferze :) A przez cały kurs poznałam naprawdę dobrego instruktora ale i świetnego człowieka! Z niecierpliwością czekałam na każdą jazdę i już nie tyle by jeździć,
ale by porozmawiać- dziwne? Prawdziwe. :)
Nienawidziłam chwil ciszy, był to dla mnie czas stracony, nawet te minuty.

Prawo jazdy zdawałam w ośrodku w Legnicy. A jeżeli chodzi o to miasto, piosenka która mi się kojarzy z tymi ,,wypadami" to: Katy Perry- Dark Horse .

To był chyba jeden z najfajniejszych okresów liceum. Każdemu polecam mojego instruktora i każdemu z Was życzę jak najfajniejszego! Prawo jazdy to naprawdę fajna sprawa. Nie wiem, czego się bałam. Ludzie mówili mi, że nie ma czego, ale dobrze wiecie, że aby coś ocenić najlepiej sprawdzić na własnej skórze. I tak zrobiłam. I nie żałuję.

31 marca miałam pierwsze podejście do państwowego egzaminu teoretycznego. Niestety nie udało mi się. Dawno nie byłam tak wściekła jak wtedy. Bolało mnie to, że jechałam wyuczona. Miałam poczucie, że umiem, że to jest to i teoria będzie tylko formalnością. Bardzo się myliłam. Było mi wstyd, było mi smutno, ale wiedziałam, że później będzie lepiej.

2 kwietnia o 8:30 znów zawaliłam teorię. 67 pkt. Wystarczy mieć 68 pkt by zdać. No cóż, kto jak nie ja może mieć takie szczęście? Ale miałam już plan. Aby nie jeździć na marne, wzięłam egzamin na rano, by w razie czego ,,wskoczyć" na popołudnie. I udało się. O 11:30 z ilością 70 pkt zdałam teorię!
Rada dla wszystkich- dokładnie czytajcie ! I na pewno każdy Wam to powtarza, ale tak jest. Niektórzy idą na egzamin z tzw. ,,wyjebką" i zdają, niektórzy idą zestresowani i zdają- nie ma reguły. Oprócz jakiejś tam wiedzy potrzebne jest jeszcze szczęście i nie wierzyłam gdy mój instruktor tak mówił. Aż sprawdziłam u siebie ;)

Teoria za mną, ale 7 kwietnia czekała mnie praktyka. Wiecie co tu jest najgorsze? Nie egzaminatorzy-gbury (bo ja akurat na żadnego takiego nie trafiłam), ale stres. Stres, który zjadł mnie za pierwszym razem. Stres, który wygrał i spowodował, że poryczałam się przy egzaminatorze jak dziecko ;c On jednak nie był gburem, tylko (uwaga!) człowiekiem! Podał mi chusteczki i powiedział, że dam radę następnym razem :)

Dałam sobie tydzień przerwy. Na ogarniecie się i nabraniu sił.

I tak dwa dni przed moimi urodzinami, 14 kwietnia zdałam państwowy praktyczny egzamin na prawo jazdy.

Zrobiłam sobie miły prezent na 18te urodziny :)


28 kwietnia odebrałam mój plastik i odbyłam krótką rundkę z mamusią w aucie ;)
Rodzice powiedzieli, że na początku będę jeździła z nimi. Przez najbliższy miesiąc ! Poczułam się wtedy jak dziecko... Skoro wyjeździłam 30h na kursie, zdałam egzamin to chyba znaczy, że odróżniam pedał gazu od hamulca, prawda? Na moje szczęście już kilka dni później po raz pierwszy prowadziłam sama. Samiuteńka.

I tak moja ,,przygoda" z samochodem trwa dalej. Z uśmiechem i sentymentem spoglądam na L-ki i kursantów, macham do mojego instruktora, gdy widzę go na mieście.

Każdy z Was uczył się jeździć. Czy z rodzicami, znajomymi czy dopiero w L- dlatego miejcie cierpliwość dla tych, którzy dopiero zaczynają. Nie denerwujcie się,
że Lce przed wami zgasł silnik itp. Po co nerwy ?


Jak na razie moje konto z punktami jest puste. Nie zapeszając. Na pewno nie szukam okazji, by je otrzymać :)

To była moja historia z kursem.