tytuł

poniedziałek, 28 lipca 2014

#59 Okres LUTY-KWIECIEŃ; Prawo jazdy

,,Zatrzymaj się. Nie musisz wiecznie zabiegać
o przychylność ludzi dookoła.''
Beata Pawlikowska

Zakup ,,Kalendarza 2014 Rok Dobrych Myśli" Beaty Pawlikowskiej był jednym z najlepszych w moim życiu. Przyjaciele wiedzą, że uwielbiam cytaty, złote myśli, różnego rodzaju sentencje, ponieważ podziwiam sposób, w jaki jest w nich zawarte drugie dno, święta prawda, coś co mnie ,,zauroczy".

 Powyższy tekst jest taką myślą Pani Beaty z dna 17 lutego 2014r.
I od tej daty chciałabym rozpocząć post ;)

17 lutego odbył się mój pierwszy wykład w związku z rozpoczęciem
 kursu na prawo jazdy.

Ogółem kurs rozpoczęłam pod wpływem impulsu. Znajomy szedł się zapisywać i w sumie uznałam, że równie dobrze mogę pójść zapisać się z nim. On miał urodziny w maju, ja w kwietniu, także nawet był to dobry czas. Tylko, że mi się nie śpieszyło. Czułam lęk i niepokój na myśl o prowadzeniu samochodu, włączaniu się w ruch drogowy, egzaminach... Ale impuls przejął inicjatywę, powiedziałam sobie, żeby iść, co mi szkodzi? Myśląc o tym teraz wiem, że moją głowę zapełniały same głupoty.

23 lutego o 9:00 miała miejsce moja pierwsza jazda L-ką.

To był jeden z najbardziej stresujących dni. Umówiłam się z instruktorem w wyznaczonym miejscu, niedaleko mojego domu. Idąc tam, byłam poddenerwowana ale i podekscytowana. Wyobrażałam sobie jak to będzie, z moją jazdą, z rozmowami, jaki instruktor, czy dobrze wybrałam... Czekając na L był tylko stres ;) Mijały minuty a ja czekałam z myślą: ,,A może ja pomyliłam godzinę?" ; ,,Może zapomniał?"; ,,Jezujezujezu"

Śmieję się gdy to piszę. Jaka ja byłam głupia! Uważam jednak, że taki strach jest uzasadniony. Strach przed nieznanym. Pierwsza jazda minęła w spokojnej, miłej atmosferze :) A przez cały kurs poznałam naprawdę dobrego instruktora ale i świetnego człowieka! Z niecierpliwością czekałam na każdą jazdę i już nie tyle by jeździć,
ale by porozmawiać- dziwne? Prawdziwe. :)
Nienawidziłam chwil ciszy, był to dla mnie czas stracony, nawet te minuty.

Prawo jazdy zdawałam w ośrodku w Legnicy. A jeżeli chodzi o to miasto, piosenka która mi się kojarzy z tymi ,,wypadami" to: Katy Perry- Dark Horse .

To był chyba jeden z najfajniejszych okresów liceum. Każdemu polecam mojego instruktora i każdemu z Was życzę jak najfajniejszego! Prawo jazdy to naprawdę fajna sprawa. Nie wiem, czego się bałam. Ludzie mówili mi, że nie ma czego, ale dobrze wiecie, że aby coś ocenić najlepiej sprawdzić na własnej skórze. I tak zrobiłam. I nie żałuję.

31 marca miałam pierwsze podejście do państwowego egzaminu teoretycznego. Niestety nie udało mi się. Dawno nie byłam tak wściekła jak wtedy. Bolało mnie to, że jechałam wyuczona. Miałam poczucie, że umiem, że to jest to i teoria będzie tylko formalnością. Bardzo się myliłam. Było mi wstyd, było mi smutno, ale wiedziałam, że później będzie lepiej.

2 kwietnia o 8:30 znów zawaliłam teorię. 67 pkt. Wystarczy mieć 68 pkt by zdać. No cóż, kto jak nie ja może mieć takie szczęście? Ale miałam już plan. Aby nie jeździć na marne, wzięłam egzamin na rano, by w razie czego ,,wskoczyć" na popołudnie. I udało się. O 11:30 z ilością 70 pkt zdałam teorię!
Rada dla wszystkich- dokładnie czytajcie ! I na pewno każdy Wam to powtarza, ale tak jest. Niektórzy idą na egzamin z tzw. ,,wyjebką" i zdają, niektórzy idą zestresowani i zdają- nie ma reguły. Oprócz jakiejś tam wiedzy potrzebne jest jeszcze szczęście i nie wierzyłam gdy mój instruktor tak mówił. Aż sprawdziłam u siebie ;)

Teoria za mną, ale 7 kwietnia czekała mnie praktyka. Wiecie co tu jest najgorsze? Nie egzaminatorzy-gbury (bo ja akurat na żadnego takiego nie trafiłam), ale stres. Stres, który zjadł mnie za pierwszym razem. Stres, który wygrał i spowodował, że poryczałam się przy egzaminatorze jak dziecko ;c On jednak nie był gburem, tylko (uwaga!) człowiekiem! Podał mi chusteczki i powiedział, że dam radę następnym razem :)

Dałam sobie tydzień przerwy. Na ogarniecie się i nabraniu sił.

I tak dwa dni przed moimi urodzinami, 14 kwietnia zdałam państwowy praktyczny egzamin na prawo jazdy.

Zrobiłam sobie miły prezent na 18te urodziny :)


28 kwietnia odebrałam mój plastik i odbyłam krótką rundkę z mamusią w aucie ;)
Rodzice powiedzieli, że na początku będę jeździła z nimi. Przez najbliższy miesiąc ! Poczułam się wtedy jak dziecko... Skoro wyjeździłam 30h na kursie, zdałam egzamin to chyba znaczy, że odróżniam pedał gazu od hamulca, prawda? Na moje szczęście już kilka dni później po raz pierwszy prowadziłam sama. Samiuteńka.

I tak moja ,,przygoda" z samochodem trwa dalej. Z uśmiechem i sentymentem spoglądam na L-ki i kursantów, macham do mojego instruktora, gdy widzę go na mieście.

Każdy z Was uczył się jeździć. Czy z rodzicami, znajomymi czy dopiero w L- dlatego miejcie cierpliwość dla tych, którzy dopiero zaczynają. Nie denerwujcie się,
że Lce przed wami zgasł silnik itp. Po co nerwy ?


Jak na razie moje konto z punktami jest puste. Nie zapeszając. Na pewno nie szukam okazji, by je otrzymać :)

To była moja historia z kursem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz